Info o ciastkach

Eeee...
Żeby strona działała fajnie to trzeba zaakceptować obsługę pewnych plików. Jeśli jesteś nienormalny, nosisz czapkę z amelinium i siedzisz w schronie zbudowanym z poduszek to możesz je sobie wyłączyć. Autor strony nie czerpie żadnych korzyści z cookies (twierdzi nawet, że ten komunikat jest głupi), ale, cóż - Unia wymaga. Korzystając z witryny zgadzasz się z polityką cookies.

Wszystko w budowie...

Zmierzch klikaczy

logo linux

Jakiś czas temu instalowałem serwer Firebirda na Archu pod oprogramowanie finansowo księgowe w pewnej instytucji. Nie było by w tym nic ciekawego ale... No właśnie, jest jedno ale. Więc od początku.

Telefon - komputer na Linuksie się rozsypał - nie działa oprogramowanie finansowo księgowe a na pojutrze trzeba zdać rozliczenia. Więc do dzieła. Zajeżdżam na miejsce i widzę komputer na Linuksie Mincie w przedpotopowej wersji 12 lub 13. Środowisko to Mate (a może to było jeszcze Gnome 2). Na nim jest uruchomiona wirtualna maszyna - Debian z Firebirdem. Myślę - ciekawie się zaczyna. Więcej tego, grasują na nim jeszcze dwie wirtualne maszyny które od czasu do czasu są potrzebne. Jakby tego było mało to na tym komputerze panuje istna anarchia. Każdy robi co chce.

Najpierw hasło root. Nikt nie wie co to jest. Informatyk był i już go nie ma, został jeno stażysta który uniksów nie ogarnia. Hasło udało mi się zgadnąć. No to jazda.

Pierwsze co, to naprawiam środowisko graficzne. No może nie do końca. Bajzel był tam straszny i samowolka. Całkowicie więc wyłączyłem mdm, jeszcze pamiętam

[root@komputer]# /etc/init.d/mdm stop_

Zainstalowałem LXDE. Wszystko działa ale kulawo. Nic dziwnego 800GB danych na partycji systemowej. Maszyna z Firebirdem się nie odpala, reszta działa OK. Ki czort. Znaczy - będzie problem. O aktualizacji systemu czy przeinstalowaniu trefnych pakietów nie ma co marzyć. Do starszych nie ma dostępu a pełna aktualizacja to migracja z sysvinit na systemd, co może mieć niespodziewane konsekwencji.

Wniosek jest jeden - trzeba opanować bajzel. Serwer to serwer - ma nim być jedynie oprogramowanie serwerowe. Na razie to finansowo księgowe. Z czasem w razie potrzeby można odciążać kolejne końcówki, bo zakładam, że na nich również są niepotrzebne rzeczy które powinny działać na serwerze.

Pierwsze co należało zrobić to zgrać wirtualną maszynę i uruchomić na innym komputerze. Powiedzmy, że nie chciałem już mieszać na tej maszynie więc zbootowałem na niej z płyty GParted. W GParted zamontowałem partycję pierwszą z flagą read only a bazę Firebirda skopiowałem na zamapowany udział sieciowy. Nie będzie mi to działać na wirtualnej maszynie i basta. Ja rozumiem, w domu lub w bardzo małej firmie to może i przejdzie, ale nie tutaj. Arch już zainstalowany, teraz pora dodać repozytoria AUR i doinstalować Firebirda. Niestety Firebird nie jest dostępny z oficjalnym repozytorium Archa gdyż jego opiekun zrezygnował. W AUR jest dostępna wersja Firebird Superserver (o różnicach między wersjami można poczytać tutaj). Teraz pora wyznaczyć miejsce na naszą bazę. W Firebirdzie sprowadza się to tylko do wskazania folderu do którego user firebird będzie miał pełne prawa do odczytu i zapisu. OK, baza skopiowana. Pora na uruchomienie usługi Firebirda

[root@komputer]# systemctl start firebird
[root@komputer]# systemctl enable firebird

Sprawdzam w programie serwisowym - działa, połączenie z bazą jest. Program działa. Na wszelki wypadek instaluję kilka potrzebnych programów oraz XFCE z LXDM ale z wyłączoną usługą. Tak więc domyślnie uruchomi się tylko shell bashowy. Wprawdzie zapomniałem doinstalować SSH do zdalnego zarządzania ale jeszcze to zrobię, wtedy całkowicie będzie można odłączyć wszelkie peryferia a komputer będzie sobie stał tak jak natura chciała. Zostanie jeszcze tylko kwestia oprogramowania uruchamianego z serwera. Teraz jest to na jeszcze innym komputerze (tak ktoś zrobił - po co, na co?). Tak więc by wprowadzić jedną fakturę na jednym stanowisku muszą być włączone trzy maszyny - serwer, komputer z oprogramowaniem, końcówka na której jest uruchamiany program z pośrednika. Ale domyślnie będzie ono w udostępnionym katalogu na serwerze. I w końcu będzie porządek.

Jak ma się do tego tytuł? Znam wielu ludzi którzy klikają szybciej niż myślą. W sytuacji w której niczego nie można wyklikać są bezradni. Cała sytuacja wymagała ręcznej konfiguracji i edycji plików tekstowych. Brak było jakiegokolwiek oprogramowania konfiguracyjnego. Osoba wychowana tylko na Windowsie nie ma w takim środowisku szans. Szanse daje Linux w szkołach. A tego jak na lekarstwo.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza. Możesz być pierwszy.

Napisz komentarz lub zgłoś błąd

Dodane w dniu 12 lutego 2016 przez Michał Misztal
Kopiowanie powyższych wypocin dozwolone pod warunkiem podania źródła, znaczy tandemu autor + link do strony