Info o ciastkach

Eeee...
Żeby strona działała fajnie to trzeba zaakceptować obsługę pewnych plików. Jeśli jesteś nienormalny, nosisz czapkę z amelinium i siedzisz w schronie zbudowanym z poduszek to możesz je sobie wyłączyć. Autor strony nie czerpie żadnych korzyści z cookies (twierdzi nawet, że ten komunikat jest głupi), ale, cóż - Unia wymaga. Korzystając z witryny zgadzasz się z polityką cookies.

Wszystko w budowie...

Krótka recenzja kilku filmowych hitów

Niedawno miałem przy- i nieprzyjemność obejrzeć kilka filmowych hitów i aż kilka słów na ten temat muszę napisać.

Gwiezdne wojny VII - Przebudzenie mocy

A miał być powrót do źródeł i takie tam, a wyszło dno. Murzyn biega przez cały film i przez cały film się trzęsie ze strachu. Montaż przypomina jakiś narkotykowy odlot. Dialogi chyba pisał twórca jakiegoś brazylijskiego tasiemca. Do tego efekty specjalne - beznadziejność goni beznadziejność (no powiedzmy oprócz tych stworków które szmuglował Han Solo, te były OK), obcy wyglądają jak postacie ze Stuarta Malutkiego. I co by tu jeszcze. A no tak aktorstwo - Kylo Ren podczas konfrontacji z Hanem Solo chyba miał zatwardzenie bo tylko pod to ten wyraz twarzy mi podpada. Brakuje genialnych dialogów jak np z części VI ten w którym Imperator chciał przekonać Luke'a do siebie. Całość gadana ok 30 minut ale oglądało się to z przyjemnością. Fabuła? Jaka fabuła. Cały film o poszukiwaniu Luke'a Skywalker'a który ukrył się w Nowej Zelandii i stoi na klifie. Został jeszcze polski dubbing który oceniam gorzej niż źle. Całość byłaby strawna (ledwo) ale dzięki unikalnej wersji polskiej bohaterowie brzmieli jak rosyjscy handlarze złomem. Powiedzmy to sobie szczerze - jedyne Gwiezdne Wojny warte obejrzenia to nakręcone jako pierwsze. Koniec. Kropka.

Terminator GENISYS

Moje oczekiwania były mniejsze niż przy Gwiezdnych Wojnach i gdyby nie parka Emilia Clarke i Jai Courtney to byłby z tego dobry film. Emilia Clarke gra w niejakiej Bitwie o tron (nie widziałem) i ponoć nawet jej to wychodzi. Ale tutaj, cóż, podchodzi pod kino dla nastolatek, brakuje tylko jeziora i ogniska. Natomiast drewnopodobny Jai nieraz potwierdził, że każdą rolę sprowadzi do parteru. Mógłbym go oglądać jako aktora pod warunkiem, że umierałby w pierwszej minucie filmu. I żeby nic nie mówił. Ani nie patrzył w stronę kamery. W ogóle to jakby sobie gdzieś w oddali umierał. Poza tym to nawet nie ma się do czego przyczepić, Arnie jak to Arnie. Plus dla Jason'a Clarke'a. Zauważyłem natomiast, że Jai ma tą niezwykłą zdolność, że potrafi popsuć cały dialog. Np podczas rozmowy o wysłaniu Kyle'a w przeszłość, Jason nieźle gra a tu wchrzania się Jai i niszczy całość. Oczekiwałem rozwałki - była rozwałka, może nie taki klimat jak Terminator 1 i 2 (ba, od biedy to i 3) ale nie było najgorzej.

Batman - Mroczny rycerz

A tego fenomenu to ja za grosz nie rozumiem. Dynamiczny montaż tutaj to chyba dzieło przypadku. Ktoś wrzucił taśmę filmową do blendera i wyszło jak wyszło. Chcecie dynamiczny montaż - uczcie się od Sally Menke. Reszty filmu nie kumam. Całość jest przegadana i nie trzyma się kupy za bardzo. Każdy odpowiada z automatu, bez chwili zawahania (brawa dla Gary'ego Oldmana'a, Morgan'a Freeman'a i Michael'a Caine'a za starą dobrą szkołę aktorską). Ten scenariusz z powodzeniem można byłoby przerobić tak aby wyszły 3 - 4 filmy które trzymałyby określone tempo i byłyby zrozumiałe. A najbardziej boli mnie (w zasadzie to moje uszy) to, że sam Batman brzmi jak Flipper - przyjazny delfin a nie jak mściciel. Całej reszty nie rozumiem. Po co? Za co? OngBak udowodnił, że film akcji może mieć nieduży budżet, prostą fabułę a mimo to może wciągnąć. Z Batmanem jest już dużo gorzej. Z budżetem na poziomie miliarda dolarów nie godzi się robić takiego gniota.

Nienawistna ósemka

A tutaj z kolei przykład filmu udanego. I to bardzo. Historia rozwija się nieśpiesznie. Wszystko mi się tutaj podoba - gra aktorska, zdjęcia, muzyka, reżyseria, scenariusz. No cudo.

Komentarze (2)

csk(admin) ( 2016-07-25 06:56:47 )
Re: Tarantino vs Tarantino
W Django za dużo się dzieje. A u Tarantino lubię to, że nawet z najnudniej brzmiącego konceptu (garstka ludzi zebrana w karczmie) potrafi zrobić arcydzieło.
Korsarz ( 2016-07-24 21:13:56 )
Tarantino vs Tarantino
Moim skromnym zdaniem z dwóch Tarantinowskich westernów "Django" wypadł deczko lepiej. Może dlatego, że był pierwszy, a scenariusz nie wyciekł i można było kręcić w spokoju. Poziom oczywiście trzymają oba. Ale to tylko subiektywne odczucie.

Napisz komentarz lub zgłoś błąd

Dodane w dniu 16 lipca 2016 przez Michał Misztal
Kopiowanie powyższych wypocin dozwolone pod warunkiem podania źródła, znaczy tandemu autor + link do strony