Info o ciastkach

Eeee...
Żeby strona działała fajnie to trzeba zaakceptować obsługę pewnych plików. Jeśli jesteś nienormalny, nosisz czapkę z amelinium i siedzisz w schronie zbudowanym z poduszek to możesz je sobie wyłączyć. Autor strony nie czerpie żadnych korzyści z cookies (twierdzi nawet, że ten komunikat jest głupi), ale, cóż - Unia wymaga. Korzystając z witryny zgadzasz się z polityką cookies.

Wszystko w budowie...

Aktualizacja systemu

Temat na czasie, zwłaszcza jeśli chodzi o Windows. Ostanie aktualizacje pokazały jaki to nieużywalny system. Miałem styczność z laptopami i komputerami które zapętliły się w tym procesie i zonk. Koniec, nic nie da się zrobić. Aktualizowanie, wycofywanie zmian i tak w kółko. W ogóle kto to wymyślił aby aktualizacje pobierały i instalowały się automatycznie. Jestem na spotkaniu w terenie z klientem, zbieram się do domu, wyłączam komputer a tam "Trwa instalacja aktualizacji, nie wyłączaj zasilania". I co teraz? Nie wyłączę bo może system pieprznąć. Chcę na szybko coś sprawdzić w kompie a tam "Aktualizacja. Czekaj trwa wycofywanie zmian".

Całe szczęście, że nie używam Windowsa więc powyższe mi nie grozi. Mam licencję na XP i Vistę. Oba systemy zdrowo mi dopiekły bo aktualizacje pojawiały się w najmniej odpowiednim momencie (teraz mam w zasadzie wszędzie Archa, gdzieś jest FreeBSD, gdzieś się coś na Debianie uchowało, a na jednym lapku mam XP do dręczenia). Raz chciałem na szybko sprawdzić coś ważnego w sieci a tu "Czekaj. Trwa aktualizowanie systemu" by po 20 minutach wyświetlić "Czekaj. Trwa wycofywanie zmian". I godzina w plecy.

Kiedyś zainstalowałem Arch'a jednej pani. Syn w świecie i pani tego nie zrobi. Zainstalowałem, działa. Po ponad pół roku podjechałem, żeby go zaktualizować bo pani nie potrafi. Cała wizyta trwała 25 minut. Pobrało się, jeśli dobrze pamiętam, jakieś 3 do 5 GB aktualizacji. Instalacja, restart i wszystko. System działa do dzisiaj (instalacja wrzesień 2014). I co najciekawsze pani (ok 60 lat) nie ma wcale problemu z tym systemem. Zdarzają się drobne problemy z kompatybilnością odczytu dokumentów Power Pointa na LibreOffice (gdy dokument jest z dźwiękiem to tego dźwięku nie ma).

Był taki czas, że do serwisu ludzie przynosili system uszkodzony w wyniku aktualizacji raz za razem. I to nie jest zabawne. System Windows to system niby dla przeciętnego Kowalskiego, więc czemu takie kwiatki? Komputer w domu to niewielki problem ale co gdy jest to sprzęt firmowy? Powiedzmy niewielka firma dysponująca 10-cioma jednostkami. A wszystkie te jednostki chcą się zaktualizować w tej samej chwili. I co wtedy? Na bank sieć zawalona. I co będzie gdy po aktualizacji nie wstaną najważniejsze sprzęty w placówce? Np system serwerowy, czy system zarządzania sprzedażą internetową? Co wtedy? Sklep liczy straty. A kto im te straty zrekompensuje? Wypadałoby gdyby to zrobił Microsoft. Dodam, że wszelkie formy naprawy sposobami MS nie działają (cóż za nowość).

Ja sam miałem tylko 2 (słownie "dwa") w ciągu ostatnich 6-ciu lat poważniejsze problemy z systemem. Pierwszy gdy nie kasowałem pobieranych pakietów z systemu (pacman -Scc) a drugi gdy odłączyłem prąd podczas aktualizacji (wystarczyło użyć chroot i przeprowadzić z tego środowiska aktualizację).

Akurat w tym momencie sobie system aktualizuję na serwerze PXE (nieaktualizowanej od sierpnia 2016) i załączam zrzuty, żeby pokazać jakie to nieskomplikowane w przypadku Archa.

Ryc. 1. Widać co się aktualizuje, ile miejsca dodatkowo zajmie i ile będzie pobrane z sieci
Ryc. 2. Aktualizacja w toku
Ryc. 3. Automatyczne budowanie ramdysku dla nowego jądra
Ryc. 4. I po wszystkim
Ryc. 5. I po restarcie

Całość trwała jakieś 20 minut (słabe łącze). Nic się nie wykopyrtnęło. Wszystko działa stabilnie. Aż sam się potrafię przyłapać na tej bezawaryjności i niemalże monotonii. Jakiś znajomy (albo i nieznajomy) walczy teraz ze swoim Windowsem a ja się nudzę przy Archu (bo działa i popsuć się nie chce). W sumie to mam więcej czasu na co innego. A jutro dostanę pewnie komputer z Windowsem którego użytkownik walczył z aktualizacją cały dzień ale poległ. Z drugiej strony - co za marnotrawstwo czasu - żeby uganiać się z czymś co powinno działać out-ot-the-box.

Migracji na Linuksa nie żałuję bo do czego miałbym wracać - ułomnego shella, beznadziejnego eksploratora, rejestru Windows (jeden z najgorzej zaprojektowanych systemów bazodanowych), Internet Explorera, znaków '\\' zamiast '//' czy pseudoaktualizacji? No thanks. Obecnie nawet nie korzystam z Windowsowych protez typu Wine. Komputera używam do internetu, słuchania muzyki, oglądania filmów, projektowania stron internetowych i pisania pomniejszych aplikacji. Ba nawet Windowsa na komputerach klientów instaluję z poziomu Linuksa.

Komentarze (1)

Korsarz ( 2016-10-07 15:24:25 )
Inne zwycięstwa.
Ciekawe, że produkty Microsoftu masowo istnieją na PC, czy laptopach (nie wiem jak z serwerami), ale zupełnie przegrywają na smartfonach i tabletach (Android - Linux, IOS - Freebsd) oraz konsolach (Ps4 - Orbis Os na Freebsd, Wii U - Linux).

Napisz komentarz lub zgłoś błąd

Dodane w dniu 7 października 2016 przez Michał Misztal
Kopiowanie powyższych wypocin dozwolone pod warunkiem podania źródła, znaczy tandemu autor + link do strony