Info o ciastkach

Eeee...
Żeby strona działała fajnie to trzeba zaakceptować obsługę pewnych plików. Jeśli jesteś nienormalny, nosisz czapkę z amelinium i siedzisz w schronie zbudowanym z poduszek to możesz je sobie wyłączyć. Autor strony nie czerpie żadnych korzyści z cookies (twierdzi nawet, że ten komunikat jest głupi), ale, cóż - Unia wymaga. Korzystając z witryny zgadzasz się z polityką cookies.

Wszystko w budowie...

SFN - czyli łomatko

Nie oglądam telewizji ale zdarza mi się pewne rzeczy montować i dostrajać. Zazwyczaj wszystko działa raczej dobrze. Co prawda roboty jest odrobinę więcej niż z instalacją satelitarną to nie narzekam. Z satelitą wystarczy się wstrzelić w nadajnik i voila (no, też nie do końca - może kiedyś opiszę perypetie ze stacją odbiorczo-nadawczą zakłócającą częstotliwość pośrednią konwertera dla TP 11158MHz, ale to kiedy indziej).

Tym razem skupię się na DVB-T i na najbardziej nietrafionym pomyśle - czyli dostarczaniu sygnału dla multipleksu 3 w oparciu o technologię SFN (Single Frequency Network). Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Główny nadajnik emituje sygnał na określonej częstotliwości, powiedzmy, odpowiadającej 47 kanałowi (przykład z własnego podwórka). Moc nadajnika to 150kW. Moc nadajnika dla MUX 1 i MUX 2 to 100kW. Odległość od nadajnika - ok 80km w lini prostej w kierunku wschodnim. Moc nadajnika doświetlającego MUX 3 - 5kW. Nadajnik 10 km na północny wschód. Całość powinna działać w taki sposób, że gdy sygnał dla MUX 3 zostanie zakłócony to dzięki synchronizacji sygnału głównego i doświetlającego odbiornik nie zauważy luki bo zostanie ona wypełniona sygnałem z doświetlacza. Tyle z teorii.

Gdyby cała sytuacja miała miejsce na Merkurym lub Księżycu to OK. Ale na Ziemi posiadamy góry, wyżyny, lasy, zabudowania itp. Sygnał ulega odbiciom przez co do jednej anteny sygnał o tej samej częstotliwości dociera z kilku kierunków. Jeśli opóźnienie nie jest duże to zakłóceń brak. Natomiast zazwyczaj zakłócenia następują bo przy układzie stacja główna + stacja doświetlająca odbić jest dużo więcej niż przy układzie z pojedynczym nadajnikiem. Sygnał może padać np z dwóch nadajników i trzech odbić. A to już prowadzi do zniekształceń z którymi głowica w odbiorniku może sobie nie poradzić. Zazwyczaj takie problemy występują na granicy stref SFN gdzie nie ma dominującego sygnału.

Nie ma się co łudzić - nawet najlepsza antena sobie z takim poziomem nie poradzi. Co z tego, że dekoder radzi sobie z takim sygnałem i mamy niski wskaźnik post BER skoro to co się dostaje do głowicy to sygnał poniżej wszelkiej krytyki. Coś jak bomba z opóźnionym zapłonem. Dobre mierniki potrafią taki sygnał wychwycić. Dekoder może go prawidłowo obsłużyć ale wcale nie musi. Im lepsza głowica tym mniej zawodny odbiór. Niedawno miała miejsce sytuacja z problemem w odbiorze MUX 3 w granicach stref SFN. Zostało to niepotrzebnie nagłośnione jako sabotaż. A nagłośnione z tego powodu, że zakłóciło składanie corocznych złorzeczeń rządowych.

Mam nadzieję, że każdy szkolne podstawy fizyki kojarzy i pamięta zagadnienie interferencji fal (jeśli jednak nie, to ładnie jest to opisane tutaj i tutaj). W idealnych warunkach zamysł stacji SFN jest dobrym pomysłem. Jesteśmy świadomi tego, że synchronizacja nadajników jest poprawna. Natomiast im bliżej do granic stref tym opóźnienie w dosyle sygnału jest większe a dodatkowe opóźnienia z odbić prowadzą do kolejnych zakłóceń. Co pięknie pokazuje np urządzenie firmy Emitor jako wskaźnik UCB (Uncorrected Bits). Cała sytuacja wpływa na jakość wskaźnika SNR (stosunek sygnału do szumu), który nie potrafi wskazać żadnej wartości. A wskaźnik ten odpowiada za jakość sygnału. Siła sygnału mimo zakłóceń pozostaje niezmienna. Co najciekawsze zazwyczaj siła jest odpowiednia.

Pamiętam jak w tamtym roku wymieniałem u kolegi satelitę. Przy okazji postanowiłem przyjrzeć się dotychczasowej instalacji antenowej. Nowy dom a instalacja jak z lat 80-tych. Zamontowano przelotowe gniazda abonenckie (jakim cudem ktoś to jeszcze znalazł?). Antena na dachu podłączona do zasilacza. Tam jest wpięta do rozgałęźnika a z rozgałęźnika dwoma kablami idzie do czterech pokojów. Różnica poziomów sygnału między gniazdami a anteną była spora. Wymieniłem więc rozgałęźnik, wtyczki na telmorowskie L-ki, poprawiłem gniazda. Udało się nieco wyrównać poziom sygnału. Bodajże o 10 dB. Jak się dowiedziałem byli nawet panowie z UKE zbadać źródło zakłóceń na MUX 3. Byli przed i po mojej interwencji. Po interwencji również poprawy w jakości nie było. Po pomiarach dostałem telefon z UKE i sami byli zdziwieni, że udało mi się uzyskać dodatkowe 10 dB w instalacji ale u nich sygnał jest stabilny i nic więcej zrobić nie mogą. Powiedziałem, że jako firma posiadamy miernik który potrafi wskazać czy sygnał będzie prawidłowo obsługiwany przez dekoder (bo o to przecież chodzi) a oni swoje, że stali i patrzyli w telewizor i nic się nie stało. Podpięli swój miernik i u nich jest wszystko OK. Na firmowym mierniku również siła sygnału jest OK ale najważniejsze są parametry UCB, MER, pre BER (zasadniczo post BER również) i SNR. Miałem też przypadek, że siła była poniżej możliwości detekcji przyrządu ale wskaźnik SNR i BER pozwalał na prawidłowy odbiór (po podłączeniu dekoderów faktycznie tak było). Oczywiście z MUX 1 i MUX 2 nie ma kłopotów żadnych.

Konkludując, nie od dziś wiadomo, że SFN nie jest niezawodną technologią. MUX 1 z sąsiedniego województwa jest na innej częstotliwości by nie wchodził w paradę. Dlaczego podobnych wniosków nie wyciągnięto z MUX 3? Czemu postanowiono wykorzystać SFN? Bo na papierze ładnie wyglądał? To tak jakby do ochrony ciężarówki z pieniędzmi zatrudnić romską społeczność ("tak, wierzymy, że wszyscy przyjdą do pracy a pieniądze pozostaną nietknięte"). To się po prostu nie uda. Prawa fizyki się nie zmieniły.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza. Możesz być pierwszy.

Napisz komentarz lub zgłoś błąd

Dodane w dniu 21 grudnia 2016 przez Michał Misztal
Kopiowanie powyższych wypocin dozwolone pod warunkiem podania źródła, znaczy tandemu autor + link do strony