Info o ciastkach

Eeee...
Żeby strona działała fajnie to trzeba zaakceptować obsługę pewnych plików. Jeśli jesteś nienormalny, nosisz czapkę z amelinium i siedzisz w schronie zbudowanym z poduszek to możesz je sobie wyłączyć. Autor strony nie czerpie żadnych korzyści z cookies (twierdzi nawet, że ten komunikat jest głupi), ale, cóż - Unia wymaga. Korzystając z witryny zgadzasz się z polityką cookies.

Wszystko w budowie...

Helmut do zadań specjalnych

Cała historia zaczęła się w połowie listopada. Helmut leżał na wersalce i gapił się w sufit. Wokoło Helmuta hasało sześć wesołych istot. Z czego cztery to były jego własne dzieci. Pozostałe dwie istoty to dwa wesołe szczury Wacław i Zenek. Wacław i Zenek poza hospitalizacją rodziny z powodu szalejącego tyfusu nie wpisały się jakoś szczególnie do historii więc nie będziemy się nimi zajmować.

Helmut ustawiony był przynajmniej do końca kadencji obecnego rządu. Z 500+ miał kokosy bez kiwnięcia palcem. - Kiedyś to musiałem się narobić - myślał - wstawać o 5, na autobus, w robocie jeszcze tyle czasu siedzieć. A teraz? Dzięki Bogu za ten rząd. Człowiek wreszcie może odpocząć i zacząć żyć pełną piersią.

Helmut codziennie zrywał się z łóżka po 9 i szedł do pobliskiego marketu aby kupić artykuły pierwszej potrzeby. Wracając do domu z siatką zakupów myślał w duchu - Dzięki Bogu za ten rząd.

Jego pozycja społęczna uległa znacznej poprawie. Kasjerki w markecie już nie patrzą na niego jak na ostatniego menela. Z win za 2,40 przerzucił się na te po 8 - 10 zł. Mając codziennie więcej czasu postanowił robić zakupy w innym sklepie, więc nie codziennie ta sama kasjerka widzi go z winem.

Helmut postanowił nie robić nic. Przecież nie może być tak, że nagle mu to wszystko zabiorą. Sytuacja jest unormowana - na dzieciaki wydawał tyle ile do tej pory, przecież do tej pory było dobrze. Z nadwyżki kupił sobie hulajnogę, telewizor, smartfon w abonamencie, pakiet telewizji satelitarnej i zestaw okolicznościowych kufli. Abonamentu nie płacił, bo jak to mawiał - w tej telewizji nic nie ma, jakby było to bym se talerza nie kupił.

- Nie no, robić to mi się nie opłaca. No jak tera pujde (tak, tak, Helmut i w mowie robił błędy ortograficzne) do roboty? Za tą minimalną mam robić? A po co? Jak wszystko mam. A niedługo to se motur kupie. Ja mam dzieci - ja je teraz wychować muszę. No bo kto je wychowa? Kobita całymi dniami po doktorach chodzi. Biedaczka. Co ja poradzę, że ma słabe kości a ja mam ciężką rękę. No, cóż poradzić. To i dzieciami należycie zająć się nie może. Sam ojciec im został. - tak powtarzał siedząc na ławce przy sklepie przy piwie. A przy tej ławce to i zacnych towarzyszy miał. Jednym z nich był Zenek Śmietanko - dorobił się nowotworu paląc fajki od 10 roku życia, teraz ma rentę inwalidzką do końca życia. Zenek dorabia sobie tu i tam - robiąc za połowę ceny to co normalnie zrobiłby fachowiec. Z tą drobną różnicą, że fachowiec zrobi prosto i wytrzyma to więcej jak tydzień. Ale ludzie biorą Zenka bo jest tańszy. Na odchodnym zawsze dodaje - jakby co to ja tego nie robiłem, bo mnie tą rentę zabiorą. Po lewej stronie Zenka siedzi Heniek Kurzajka. Heniek dorobił się cukrzycy i marskości wątroby od win za 2,40. Teraz zazdrości Helmutowi i czasem mówi - jakbym kupował te za 10 złotych to tej marskości bym nie miał. Heniek nie może pić alkoholu więc pije tylko piwo. Ostatnio odkładał z renty na wiatrówkę. I nawet sobie kupił. Teraz sobie siada przed domem i strzela z tej wiatrówki do kotów. Trzecim kompanem jest inżynier Ildefons Łopatka. Jakiś tam stopień naukowy posiadł. Kiedyś to nawet w domu siedział i na piwo nie chodził. Siedział i gadał do lustra. Ale tak, że na całej ulicy go było słychać. Czasem ludzie przechodząc zastanawiali się czy tam czasem jakiegoś remontu nie ma, bo z jednego gardła ten gwar wydobywać się nie może. Ale jak to sam potem przyznał - już sam nie mógł się słuchać.

Czas leciał. Helmut miał bardzo napięty grafik. 9 - 10 zakupy w markecie. 10 - 11 śniadanie. 11 - 15 spotkanie na ławeczce. Wracał po 15 zadowolony. Żona krzątała się przy dzieciach. On włączał telewizor i siedział, jak przystało na głowę rodziny. Lubił tak siedzieć.

Sielanka trwała aż do lutego. Wtedy to do Helmuta zapukał jego znajomy. Na początku Helmut myślał, że mu węgiel z opieki społecznej przywieźli bo przecież zima długa a ten się już kończy. Już ubierał buty, żeby pokazać gdzie go wrzucić ale uchylił drzwi. W drzwiach stał jego przyjaciel z pobliskiego zakładu. Kiedyś pracowali razem w tej samej firmie. Ale czasy się zmieniły - Helmut miał czworo dzieci i dostawał 2000 na rękę a przyjaciel miał tylko jednego szkraba ale nie dostał nic bo jego dochód był o 100 zł wyższy niż minimum do programu. Przyjaciel był z prośbą.

- Słuchaj, kierowca nam zachorował a w piątek musimy rozwieźć towar do sklepów. Przychodzę z tym do ciebie bo się znamy.

- No wiesz, ja teraz nie za bardzo mogę. Dzieci, wiesz.

- Do nikogo innego bym nie przyszedł. Słuchaj, dostaniesz za to pieniądze. Normalnie, umowa o dzieło, teraz takie kontrole, że bez umowy nie mogę. No ale szybko pójdzie. Tego towaru to na 2 - 3 dni roboty. Niedużo. A później świadectwo ci jeszcze wypiszę dobre. Wiesz, że pracować chciałeś ale była redukcja i dlatego cię nie wzięliśmy. Potem do opieki czy do urzędu pracy ci się przyda.

No tak, w sumie dobrze gada - myślał Helmut. 3 dni roboty to i szybko minie. A i szybciej ten motór se kupie bo do tego Lotto to tak piechotą daleko. - Dobra, zgadzam się.

- Super. Tylko jeszcze jedna rzecz. Musisz mi wypełnić CV, wiesz, dla kadr, żeby papier był. Tu masz wzór. Wypełnij i jutro po to wpadnę.

Przyjaciel poszedł. Helmut patrzył się na CV i zaczął pisać. Chce CV to będzie miał CV. Helmut może bystry nie był ale wiedział jak wypełnia się CV na potrzeby urzędu pracy. Ale tym razem to co innego. Tym razem to tylko dla picu więc pozwolił sobie na szczerość. Napisał, że skończył 8 klas szkoły podstawowej i jedną klasę zawodówki. Na tym jego edukacja się skończyła. Postanowił w CV nie wymieniać wszystkich zakładów w jakich pracować bo i pewnej ręki o tej porze już nie miał a i CV tylko dla picu było. W zainteresowaniach wpisał "książki, jagody". Zaczął się śmiać. - Dla picu - myślał sobie.

- Cholera jasna! Gdzie ten węgiel? Dzieci marzą! I co tam se w opiece myślą. Stara, idź tam do nich, że jak mi tu węgla zaraz nie przywiozą to zaraz tam pójdę! I że do gazety z tym pójdę jak to dzieci chcą mi tu zamrozić, że się tu o ludzi nie dba! - wrzeszczał Helmut od rana. - No, kuźwa, nareszcie - usłyszał pukanie do drzwi, już miał wrzasnąć ale zobaczył, że w drzwiach stoi jego przyjaciel.

- Słuchaj, po to CV wpadłem.

- A tak. Zaraz. - podszedł do stolika i zabrał papier nad którym siedział wczorajszej nocy. - Masz, chyba dobrze. Ale to tylko na trzy dni tak? Bo wiesz, ja dłużej nie mogę. Dzieci, no wiesz.

- Tak, tylko zastępstwo.

CDN...

PS. Nie żebym zmienił tematykę strony. Odrobinę ją poszerzam. A, że ostatnio tematów które można rozwinąć nie brakuje to i ja będę snuł pewne historie. Zobaczymy co z tego wyniknie. Przygód Helmuta ciąg dalszy nastąpi.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza. Możesz być pierwszy.

Napisz komentarz lub zgłoś błąd

Dodane w dniu 15 lutego 2017 przez Michał Misztal
Kopiowanie powyższych wypocin dozwolone pod warunkiem podania źródła, znaczy tandemu autor + link do strony