Info o ciastkach

Eeee...
Żeby strona działała fajnie to trzeba zaakceptować obsługę pewnych plików. Jeśli jesteś nienormalny, nosisz czapkę z amelinium i siedzisz w schronie zbudowanym z poduszek to możesz je sobie wyłączyć. Autor strony nie czerpie żadnych korzyści z cookies (twierdzi nawet, że ten komunikat jest głupi), ale, cóż - Unia wymaga. Korzystając z witryny zgadzasz się z polityką cookies.

Wszystko w budowie...

Głównie o astronomii

Na studiach jeden z kumpli na dzień dobry potrafił powiedzieć, że dzisiejsza deklinacja Słońca wynosi np 10 stopni. I to nie tak, że codziennie sprawdzał tablice astronomiczne. On tego się nauczył na pamięć. Czemu? Bo tak. Teraz też potrafi powiedzieć, że kiedy urodziło mu się dziecko to deklinacja Słońca wynosiła tyle albo tyle.

OK, deklinacja to nic skomplikowanego. Można ją wyliczyć z prostych funkcji trygonometrycznych a potem podstawić dla min i max deklinacji (-23,3 ~ 23,3). Mało to skomplikowane. Ba, nawet w zgadywaniu można się wyćwiczyć. Ta deklinacja mu chodziła po głowie, a przez to i nam. Teraz z kolei mnie chodzi po głowie Wszechświat. Jako, że zbliża się ulubiona pora obserwacji astronomicznych tak i ja wyszedłem na zewnątrz aby przypatrzeć się temu i owemu.

Na początku pomyślmy sobie o oddziaływaniach między obiektami w kosmosie. Całość opera się o ogólną teorię względności. Zauważmy jak bardzo jest spójna. Według mechaniki newtonowskiej kiedy Słońce nagle by wyparowało dowiedzielibyśmy się o tym od razu. Jako, że wszechświat Newtona jest statyczny a prędkość światła i grawitacji nie jest ograniczona to tak by to wyglądało. Ziemia posiadająca określony moment pędu wyrwała by się z postronka grawitacji Słońca (śmierć Słońca według wykresu HR ma wyglądać inaczej - uproszczony przykład) i uleciała w kosmos. Według teorii względności również zobaczylibyśmy dokładnie to samo bo prędkość światła i grawitacji jest równa. Dla gatunku ludzkiego nie byłoby różnicy czy zginiemy według jednej czy drugiej teorii. Różnica natomiast jest widoczna w kilku innych aspektach.

Wystarczy spojrzeć na biegun niebieski północny by zobaczyć Gwiazdę Północną (Polarną). Faktycznie jest to układ podwójny gwiazd, podobnie jest z Syriuszem (najjaśniejsza gwiazda zimowego nieba). Natomiast u nas układ podwójny możemy oglądać jako Ziemia - Księżyc czy Pluton - Charon. Cechą układów podwójnych jest to, że oscylują wokół wspólnych ośrodków masy. Układy podwójne występują w wielu wariantach. Jednym z nich jest układ gwiazda - czarna dziura. Ogólna teoria zakłada istnienie takich obiektów jak czarne dziury. Dzięki tej mechanice udało się wyjaśnić zagadki dziwnych oscylacji gwiazd. Czarna dziura jest tworem którego istnienie starają się zgłębić fizycy od najdawniejszych czasów. Obiekt który potrafi zatrzymać w sobie wszystko. Nie ma ucieczki z czarnej dziury. Jedną z największych czarnych diur możemy obserwować w naszej galaktyce jako obiekt Sagittarius A* będącym ogromnym źródłem promieniowania rentgenowskiego i jednocześnie trzyma wszystkie ciała naszej galaktyki w uwięzi. Ogólna teoria również tłumaczy nieregularną orbitę Merkurego. Tajemnicę czarnych dziur stara się poznać fizyk teoretyk Stephen Hawking. Stało się to jego życiową obsesją.

Nie pamiętam w której książce, Lem (chyba, a może Wells) opisał planetę posiadającą grawitację tak silną, że można było zobaczyć jedynie pobliskie przedmioty. Gdybyśmy na Ziemi posiadali grawitację czarnej dziury to moglibyśmy zobaczyć całą planetę z każdego miejsca. Promienie świetle zakrzywiały by się nie mogąc opuścić planety i trafiałyby do naszych oczu. Co znaczy, że na horyzoncie lub patrząc na niebo zobaczylibyśmy biegun południowy mimo, że stalibyśmy na północnym. Przedsmak tego został udowodniony jako soczewkowanie grawitacyjne. Mianowicie - każdy obiekt zakrzywia czasoprzestrzeń. Im obiekt jet bardziej masywny - tym bardziej oddziałuje na promień świetlny. Doświadczeniem potwierdzającym istnienie soczewkowania grawitacyjnego była obserwacja nieba w sąsiedztwie Słońca podczas jego zaćmienia. Potem porównano wynik obserwacji z mapą nieba. Okazało się, że były różnice - a to znaczy, że Słońce odchyliło tor fotonów. Zjawiska odchylania promieni świetlnych również doświadczamy codziennie (nie jest związane z oddziaływaniem grawitacyjnym) i nawet nie domyślamy się, że faktycznie zachodzi. Mam na myśli zaginanie promieni słonecznych przy przejściu przez warstwy powietrza o różnej gęstości - faktycznie o wschodzie widzimy tarczę zanim faktycznie wschód nastąpił. Z zachodem jest podobnie - Słońce znajduje się już pod horyzontem mimo, że wciąż widać jego tarczę.

Wraz z odejściem mechaniki Newtona odeszło również zastosowanie geometrii euklidesowej do opisu kosmosu. W kosmosie jaki znamy dzisiaj istnienie linii prostej nie ma zastosowania - jest abstrakcyjne. Coś co wyobrażamy sobie jako linię prostą jest faktycznie krzywą. Foton biegnący przez wszechświat zawsze podąża najkrótszą drogą. Z założenia najkrótsza droga to linia prosta. Ale nie tutaj. Co więcej - teoretycznie wszystko powstało z kolizji lub zmierza do kolizji z innymi obiektami. A wszystko za sprawą dynamiki kosmosu.

I na tym dzisiaj zakończę. Całość jest fascynująca. Astronomią zainteresowałem się gdy przez przypadek wpadł mi w łapy podręcznik Eugeniusza Rybki "Astronomia Ogólna".

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie dodał komentarza. Możesz być pierwszy.

Napisz komentarz lub zgłoś błąd

Dodane w dniu 18 października 2017 przez Michał Misztal
Kopiowanie powyższych wypocin dozwolone pod warunkiem podania źródła, znaczy tandemu autor + link do strony