System na dysku 32GB - studium wypadku

Data: 2018-04-04, autor: Michał Misztal

W sumie to o laptopie Ideapad 100s miałem napisać więcej, ale tak jakoś zeszło, że nie miałem czasu go dłużej przebadać.

Co w nim jest tyle ciekawego? Nic - poza tym, że ktoś tam zapodał dysk m2 32GB i postawił tam Windowsa 10. Nie, wróć, postawił to za dużo powiedziane. Bo instalacja systemu na takim dysku wygląda inaczej. Ale od początku.

Klient przyniósł sprzęt do wyczyszczenia - reset do ustawień początkowych. Jako, że system to nie klasyczny system plików ale obraz wim który się rozpakowuje w locie to sprawa nie była taka oczywista - nie można wykasować wszystkiego i instalować systemu (chociaż z ciekawości sprawdzę ile W10 wytrzyma w takiej konfiguracji). W sumie to nawet nie zastanawiałem się jak to dokładnie działa. Wszelkie ślady działalności użytkownika mogą być nadbudówką a'la kopia różnicowa. Co tłumaczyłoby miejsce na mechanizm recovery na tak skromnej powierzchni.

Pierwsze z czym spóbowałem to fabryczne recovery (jest nawet do tego osobny guzik). Wybrałem opcję kasowania wszystkiego. Mieli, mieli i błąd - za mało miejsca. Super. Tak się zacząłem zastanawiać jak mam niby zwolnić więcej. Pierwsze co to ręcznie pokasowałem pliki użytkownika + deinstalacja aplikacji. Z wolnych 5GB zszedłem do 6,5GB i brakło mi pomysłów bo recovery wrzeszczy, że za mało miejsca i dalej ruszyć nie chce.

OK, pora na GParted. O dziwo poprawnie mi się uruchmiło środowisko. Zamontowałem dysk i wyciachałem katalog WinSxS - wielki błąd. Teoretycznie tam znajdują się kopie wszelkich plików które Windows sobie zainstaluje. Że system ładowany jest z obrazu dowiedziałem się, gdy rm -rf ./* zaczął wywalać input/output error, pliki wciąż były na miejscu, rmdir --ignore-fail-on-non-empty ./* kasował foldery, choć ls wciąż te foldery pokazywał a Midnight Commander nie potrafił niczego usunąć. Pomyślałem, że trafiło mi się niezłe bydlę i że już nieźle namieszałem. Teoretycznie przy zwykłym recovery nawet wykasowanie partycji systemowej nie powinno mieć znaczenia (i nie miało). Ale to rozwiązanie to inna para kaloszy.

Oczywiście po restarcie laptop wpadł w pętlę prób naprawy. Co znaczy, że skasowałem fizycznie pliki ale nie ruszyłem systemowego "spisu z natury". Sorry ale jak tak ma wyglądać recovery to ja podziękuję. Teraz żeby wszystko naprawić należy udać się na stronę Lenovo i pobrać gotowy obraz recovery. Oczywiście nie można go sobie pobrać o tak. Należy się zarejestrować. Więc odpowiedzialnie zarejestrowałem się jako Zenek M. z pomocą 10 minute mail by po kilku chwilach złożyć zamówienie na obraz. Całość o dziwo poszła nawet sprawnie. Ale, jeśli posiadasz Linuksa to nic nie zrobisz bo o ile pobiera się brandowana wersja Windowsa to pobieraczek jest tylko pod ten właśnie system a pobieraczek potem tworzy z tego bootowalnego pendrive'a. Całość udało się okiełznać.

Teraz tylko boot z pendrive'a i system uratowany.

PS. Pod Xena podłączyłem UPS online. Ale wypadałoby podłączyć sterowanie. Co ciekawe jest wersja na Linuksa ale gdy dochodzi do instalacji to jest do wyboru kernel 2 (a FreeBSD 2 lub 3). Od wersji 2 to ja zaczynałem przygodę z Linuksem, teraz mamy wersję 4 a w planach jest 5. No nic, zobaczymy. Oczywiście całość się wypieprza na komendzie uncompress więc trzeba inaczej. Na szczęście jest instrukcja jak to zrobić ręcznie. Niby OK ale występuję nieokreślony błąd - trochę googlowania i już wiadomo, że trzeba do serwera doinstalować glibc.i686. A, i autostart jest generowany w rc.conf (tak Arch zaczynał - piękne czasy, w FreeBSD to chyba nawet jeszcze jest). Jutro muszę to przeportować na systemd bo dziś już nie zdążyłem.

Skomentuj lub zgłoś błąd

© Michał Misztal 2018